Obserwatorzy

środa, 17 lipca 2013

Rozdział 1

Witam wszystkich na oficjalnym otwarciu bloga, z tej strony Roni! Od dziś zostaną publikowane rozdziały, raz w tygodniu, chociaż moją być wyjątki i rozdział zostanie dodany dwa razy na tydzień. Mam nadzieję, że ten blog zrobi taką samą furorę jak "Love never dies" i liczę na was kochani! Zachęcamy do komentowania, ponieważ na prawdę jest to dla nas ważne, im nas więcej tym weselej i wiemy, że ktoś czyta to co robimy. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba i narazie, miłego czytania! ♥
  • W komentarzach napiszcie czy czcionka tekstu jest dobra, czy ją powiększyć!
  • Napiszcie czy chcielibyście żebyśmy nagrali vloga!
  •  WYSTARCZY, ŻE NAPISZECIE "X"





Z perspektywy Roni

Pewnie już wiecie kim jestem, ale może teraz ja wam to opowiem. Jestem Veronica, ale wszyscy mówią na mnie Roni, ponieważ nie lubię swojego całego imienia. Mam 23 lata i studiuję seksuologię w Los Angeles, albo staram się. Niestety Justinowi się to nie podoba, twierdzi, że powinnam robić karierę, a nie się uczyć. Cóż..ja mam swoje zdanie i będę dążyła do tego co chcę, ale on jest typem przywódcy, może dlatego, że jest starszy ode mnie? Nie wiem, ale ja mu się tak łatwo nie daję. Kocham go i jestem szczęśliwa, planujemy ślub, ale na razie nie śpieszymy się za bardzo. Chcemy aby wszystko było idealnie. Jesteście ciekawi jak się poznaliśmy? Ups, to musicie trochę poczekać, może kiedyś się dowiecie...
Niestety nieraz, jak w każdych związkach, kłócimy się. Mój sposób na niego? Nie odzywam się, i wiecie co? To działa. Justin jest wybuchowy, dopiero jak coś powie to dochodzi do niego jakie słowa wypowiedział, ale już się do niego przyzwyczaiłam, jesteśmy razem ponad trzy lata. Wkurza mnie tylko to, że często zachowuje się jak mój ojciec, nie chodzi o osobę mojego taty tylko o usposobienie Justina. Jest nadopiekuńczy, co mnie strasznie irytuje i chce ingerować w moje życie, aż za bardzo. Kontroluje mnie na każdym kroku i to chyba najbardziej doprowadza mnie do szału. Trochę zaufania nieprawdaż?

Chcecie pewnie wiedzieć jak moje kontakty z rodziną? Tu mogę was trochę zaskoczyć bo jest świetnie! Mam dobre kontakty z rodzicami i często się z nimi widuję. Tak samo Justin. Na początku mój tata nie był zbyt zachwycony jego osobą, ale po jakimś czasie to się zmieniło, uwielbia go. Mimo, że między mną a nim jest 9 lat różnicy, nie zmienia to faktu, że kochamy się i dogadujemy.

Oczywiście nie możemy zapomnieć o moim kochanym Chris'ie. Mówią, że jest typem kobieciarza, ale ja wiem, że tak nie jest. To dobry chłopak, ale po prostu szuka sobie odpowiedniej kobiety. Pewnie uważacie, że to dziwne iż przyjaźnie się z chłopakiem? Trudno, ja czuję się w jego towarzystwie wspaniale. Dużo ludzi sądzi, że Chris po prostu się we mnie kocha lub coś nas łączy. Otóż nie, kocham go jak brata i zawsze tak będzie, mam też pewność, że on czuje to samo. Znamy się od dziecka, ponieważ nasze mamy chodziły razem do szkoły, a później razem pracowały. A my? Jako dzieci braliśmy ślub, później jako nastolatkowie  - Jeśli nikogo sobie nie znajdziemy to będziemy razem.Ale jak widać nie jesteśmy i na pewno nie będziemy. Ja mam swoją miłość, a on wciąż szuka, ale jak to mówi jego mama:- Szukaj aż znajdziesz synku, ale jak będzie pustą blondynką to wytlenie też te twoje czarne włosy, no bo jak można być z kimś takim? I wiecie co? Ma racje, na jej miejscu zrobiłabym to samo.
To świetna kobieta, jest chyba najszczerszą osobą na świecie. Ja się uważam za szczerą, nieraz aż do przesady, ale tej kobiety nikt nie przebije.

A może teraz coś o mnie? Szczerze, to nie za bardzo lubię o sobie mówić, ale dla ciebie zrobię wyjątek. Pochodzę z Ameryki, urodziłam się w Nowym Jorku. Nie należę do biednych, niczego mi nie brakuje i nie brakowało nigdy, nawet przed poznaniem z Justin'em. Wiele ludzi i tak uważa, że jestem z nim dla pieniędzy, ale..co ja się będę przejmować innymi.
Praktycznie nigdy nie mogę wyjść sama z domu, ponieważ na każdym kroku rzucają się na mnie paparazzi, więc chodzę z moim osobistym ochroniarzem Taylor'em. Uwielbiam go, jest pocieszny i komiczny. Wygląda jak goryl, serio. Jest ciemnoskórym mężczyzną, ma prawie dwa metry wzrostu i wciąż chodzi ubrany na czarno. Cóż każdy żyje jak chce.
Wtedy kiedy mogę jeżdżę z Justin'em na jego występy i trasy koncertowe, ponieważ nie lubimy się rozstawać na długo, a on najbardziej nie lubi, że ja mogę robić coś bez niego. Nieraz czuję się duszona w tym wszystkim, ale następnego dnia wstaję i dziękuję Bogu, że mam tak wspaniałe życie. Nie należę do osób z łatwym charakterem, wręcz przeciwnie. Jestem szalona, wredna, chamska, ale przy Justin'ie nauczyłam się być kobieca. Zawsze umiałam się zachować, zarówno w towarzystwie ludzi dorosłych jak i młodzieży, ale jeśli jest się w związku z gwiazdą musisz być wyuczona pewnych zachowań. Trochę mnie to wkurza, ponieważ Justin przenosi, bycie gwiazdą do domu w którym jesteśmy sami. Mam 23 to czego on ode mnie oczekuje? Muszę się jakoś wyszaleć, ale nie mogę wyjść na całą noc do klubu sama, bo stado tych hien mnie dopadnie i następnego dnia we wszystkich gazetach będą nagłówki: Pijana narzeczona Justin'a Timberlake'a włóczy się po mieście i podrywa facetów! Serio? To chore, ale Justin uważa to za normalne. To nawet już nie chodzi tylko o reputację Justina, ale o moją i ludzi z którymi się prowadzam. Mam sporo sławnych znajomych z którymi się spotykam w miejscach publicznych, a następnego dnia jest to opisane w każdym kolorowym magazynie.
 Chciałam Ci jeszcze powiedzieć, że nie tylko kształcę się na studiach, ale i w branży muzycznej. Nieraz pomagam Justin'owi napisać piosenki, dokładam jakieś słowa i wychodzi naprawdę fajnie. Jak nie mam co robić i jestem sama to pisze jakieś własne teksty, to bardzo fajne zajęcie i w zależności od humoru wychodzi coś innego. Inny przekaz w piosence która wyraża twoje emocje.

Otworzyłam oko, najpierw jedno i ponownie je zamknęłam, ponieważ promienie słońca wpadały przez ogromne okna do sypialni. Dostrzegłam, że mojego narzeczonego nie ma przy mnie, a na jego miejscu leżała tylko niedbale ułożona kołdra.
- Justin?! - krzyknęłam pytająco, chcąc dowiedzieć się czy w ogóle jest w domu. Niestety często się zdarza, że budzę się sama, a kolejna wiadomość jest taka, że mój kochany mężczyzna właśnie poleciał do Miami na jakieś głupie spotkanie. Super.
- W kuchni! - usłyszałam lekko stłumiony głos.
Od razu ściągnęłam z siebie białą kołdrę i skierowałam się do łazienki która była za ścianą. Nie lubię porannego oddechu, więc zawsze jak wstanę, pierwsze co, idę umyć zęby. Po umyciu zeszłam na dół po drewniano-szklanych schodach. Weszłam do kuchni w której stał Justin
w samych spodniach i, jak dostrzegłam, robił sobie herbatę.
- Hej. - rzuciłam od razu, zgarniając włosy z twarzy.
- Cześć skarbie. - odpowiedział zerkając na mnie. Och! Mój przystojniak, ten zarost i nieułożone włosy. Dlaczego tak mnie to podnieca? Podeszłam w jego stronę i pocałowałam go.
- Jakieś plany na dziś? - spytałam wyjmując kubek z szafki, po czym położyłam go na ekspresie do kawy, aby ta się zrobiła.
- Muszę jechać po garnitur do Emmy, wiesz, jakieś poprawki trzeba zrobić, a później..- pomyślał przez chwilę. - Mamy cały dzień dla siebie. - uśmiechnął się słodko.
- To drugie bardziej mnie cieszy. - również się uśmiechnęłam i zabrałam kubek w którym już widniało cappuccino.
- Oj..mnie też piękna, ale twoi rodzice dzwonili czy przyjedziemy na obiad. - zmarszczył lekko nos.
- To pojedziemy, zjemy i wrócimy do domu. - podeszłam do niego, upijając łyk gorącej kawy.
- A co będziemy robić w tym domu? - spojrzał na mnie znacząco. Och, skarbie, gdybyś wiedział co bym chciała z tobą zrobić..
- Pójdziemy spać. - zażartowała i odłożyłam kubek na blat kuchenny przy którym wciąż staliśmy.
- Zobaczymy czy to będzie takie zabawne jak będziesz w moim wieku.
- W twoim wieku? Justin no błagam. - spojrzałam na niego, marszcząc czoło. - To podobno od trzydziestki zaczyna się życie, a ty nieraz zachowujesz się jak emeryt, trochę szaleństwa. - mówiłam gestykulując przy tym rękoma. - Twoje życie to nie tylko koncerty i bankiety. - dorzuciłam.
- Wiem, wiem.. - napił się swojej herbaty.
- Więc zluzuj trochę i odpręż się, zaszalej. - szarpnęłam lekko za jego szlufkę od spodni.
I własnie tak było najczęściej..Serio jestem z nim szczęśliwa, kocham go i zrobiłabym dla niego wszystko, ale nieraz zachowuje się jakby był co najmniej po siedemdziesiątce,a on ma dopiero trzydzieści dwa lata. Znam takich co po czterdziestce bawią się w najlepsze, a on? No nie.. 
Wzięłam swój kubek i poszłam na kanapę w salonie, a za mną Justin. Usiedliśmy wygodnie i włączyłam telewizor. Jak zwykle to samo: głupoty, głupoty, gówno, informacje, głupoty. Nic nie ma do oglądania. Włączyłam na MTV i akurat leciały kolejne wiadomości, cóż za ironia. 
- Na pierwszym miejscu najprzystojniejszych wokalistów jest? Jak myślicie, bo ja już wiem. - mówiła prowadząca.
- Pewnie Bieber. - bąknęłam pod nosem.
- Justin Timberlake! O, tak! Zgadzam się, kto by nie chciał takiego ciacha u siebie. - zaśmiała się kobieta. - Przypominamy również, że za 4 miesiące wychodzi nowa płyta Justin'a, jak myślicie, będzie tak samo odjazdowa jak poprzednie czy teraz nasz przystojniak zmieni rytmy na spokojniejsze i dojrzalsze? Wszystko się okaże, ja czekam z niecierpliwością. A teraz dowiemy się jak kariera Cody'iego(...)
Dalej już nie słuchałam, tylko spojrzałam na Justin'a który wpatrywał się w ekran telewizora i śmiał się z babki która prowadziła program. Tak, zawsze go bawią takie rzeczy. Mimo, że jest gwiazdą to nie lubi słuchać o sobie i bawią go te wszystkie prawdziwe nowości na jego temat.
- Jak prace nad płytą idą? - zapytałam, kładąc nogi na dalszej części kanapy, aby je trochę rozciągnąć.
- A jakoś idą, mam już większość piosenek, sama przecież słyszałaś, ale muszę napisać coś wolniejszego i smutniejszego. Ale nie idzie mi jak na razie.
- Dlaczego? - zerknęłam na niego i zmarszczyłam lekko brwi.
- Nie wiem, jakoś nie mam pomysłu. Jestem szczęśliwy, jest mi dobrze, to ciężko mi napisać coś o chujowym samopoczuciu. - odpowiedział przejeżdżając mi ręką po włosach, po czym włożył mi jedno pasmo za ucho.
- To ściskaj tyłek i wymyśl coś, bo jak nie napiszesz niczego to nie będzie za ciekawie.
- To może mi pomożesz? - uniósł jedną brew.
- Dobra, jeśli chcesz to luzik.
- Nie, tylko nie mów luzik, nienawidzę tego. - oparł głowę o zagłówek na kanapie.
- Bo? - powiedziałam poddenerwowana.
- Bo to dziecinne.
- To jak mam kurwa mówić żeby Ci się podobało.
- Ej, tylko nie kurwa.
- O! Właśnie o to mi chodzi, może w ogóle nie będę się odzywać, jeśli nic Ci nie pasuje co? - spojrzałam na niego zła.
- Jak dziecko..- pokręcił głową i wstał z miejsca.
- No rzeczywiście, dorosły i dojrzały się odezwał. - przewróciłam oczami.
- Nie przewracaj na mnie oczami. - spojrzał na mnie z lekko zmarszczonymi brwiami, a jego oczy przyciemniały.
- A ty mnie nie wkurwiaj.
- Ja cie wkurwiam? - popatrzył na mnie z rękę pokazującą na jego osobę.
- A widzisz tu kogoś innego? - rzuciłam ironicznie.
- Dorośnij Roni. - machnął ręką.
- To po cholerę ze mną jesteś skoro potrzebujesz kogoś dojrzałego?
- Nie o to mi chodziło. - ochłonął trochę i usiadł koło mnie.
- Tobie zawsze nie o to chodzi.
- Widzę, że nie się nie dogadamy.. - pokręcił głową. - Idę pod prysznic.
- Szerokiej drogi. - powiedziałam gryźliwie.
- Słyszałem to.
- Miałeś słyszeć.
- Oj nie bądź taka i chodź ze mną. - złapał mnie za rękę.
- Nie. - stwierdziłam krótko.
No co za człowiek. Najpierw mam dorosnąć, zaraz, że nie o to mu chodziło, a teraz chce brać wspólny prysznic jakby nic się nie stało. On nieraz się zachowuje jakby zamienił się rozumiem z własnym fiutem.

Leżałam i myślałam na temat tej sytuacji. Położyłam się wygodnie na kanapie i zamknęłam oczy. Myślami powróciłam do dnia oświadczyn.
- Roni pakuj się, bo za chwilę mamy samolot! - Justin wpadł do domu w wielkim uśmiechem. 
- Jaki samolot, Justin mówiłam Ci, że muszę się uczyć. 
- Pakuj się! Raz, raz. 
Siedziałam z komputerem na kolanach w salonie, obłożona tonami książek, ponieważ w przyszłym tygodniu mam ważny egzamin do którego chcę się przygotować. Spojrzałam na niego, a on podszedł do mnie i pocałował czule. 
- Mówię serio skarbie, pakuj się, bo zaraz lecimy. - zaczął ponownie. 
- Gdzie? Coś ty znowu wymyślił? - odłożyłam laptopa obok siebie. 
- Paryż Roni, dziś są walentynki pamiętasz? 
- Oczywiście, że pamiętam, ale teraz? Tak od razu, to nienormalne. 
- Pakujemy się! - złapał mnie za rękę tak, ze stanęłam na równe nogi, ale nie trwało to długo. Chwilę po tym przerzucił mnie przez swoje ramie i zaczął biec na górę. Pisnęłam i zaczęłam się śmiać. Kiedy dotarliśmy już do garderoby, nie pytałam po co lecimy i czy jest jakiś konkretniejszy cel tej podróży niż Walentynki, ale wiedziałam, że mi nie powie tylko zaczęłam się pakować. 
- Co mam spakować? - spytałam, przeglądając ubrania. 
- Coś seksownego, jakąś sukienkę na wieczór. - ponownie tego dnia uśmiechnął się szeroko. 
- Nie wiem co wymyśliłeś, ale powinnam cie zabić, bo muszę się uczyć. 
- Też cie kocham. - przelotnie mnie pocałował. 
Pakowanie zajęło nam 5 minut. Po tym Justin wziął nasze walizki na dół. Przejrzałam się jeszcze w lustrze jak wyglądam, lekko przegarnęłam włosy i było dobrze. Zeszłam na dół i zaczęłam zakładać buty, tak samo jak mój chłopak. 
- Idź już do samochodu, Taylor nas zawiezie. - rzucił wciągając drugiego buta. 
- Jasne mistrzu. - klepnęłam go w tyłek i wyszłam do auta które stało zaparkowane przed wejściem do willi. 
Otworzyłam drzwi samochodu, rzuciłam torebkę i wsiadłam. 
- Cześć Taylor. - przywitałam się z ochroniarzem. 
- Cześć Roni, szybka akcja co? - zaśmiał się, wyglądając na Justina który własnie wyciągał dwie walizki przez próg. 
- I to jeszcze jak. Co on wymyślił? - spytałam. 
- Walentynki. - puścił mi oczko i odpalił silnik, kiedy mój chłopak pakował walizki do bagażnika. 
Po chwili przystojniak siedział już koło mnie. Złapał mnie za rękę i pocałował w kostki, ponownie się uśmiechając. Co on taki zadowolony? Nie wiem, ale podoba mi się taki, chociaż..Lubię złego Justin'a, jest wtedy strasznie podniecający. 
W czasie jazdy na lotnisko, wciąż pytałam Justin'a, co go tak złapało i dlaczego ma taki dobry humor, a on tylko odpowiadał: - Zobaczysz kochanie. Nic od niego nie wyciągnę..- pomyślała. 
Kiedy już dotarliśmy na lotnisko, jak oparzeni wyszliśmy z auta, przelotnie żegnając się z Taylor'em. Justin wyciągnął walizki i szybkim tempem weszliśmy na lotnisko, od razu kierując się do wyjścia, gdzie stał prywatny samolot Justin'a. Weszliśmy na pokład i rozsieliśmy się koło siebie. Zapięliśmy pasy i po chwili już startowaliśmy. Ach! Uwielbiam starty. Może i jestem dziwna, ale to mnie pobudza i lubię czuć tą prędkość, która aż wciska cie z siedzenie. 
- Takie atrakcje tylko ze mną. - rzucił pociesznie, całując mnie w skroń. 

Paryż, wieża Eiffla, ciepło, lekki powiew wiatru, gwiazdy na niebie i on. Czy można chcieć czegoś więcej? Mi tylko tego trzeba, a raczej tylko jego. Jedliśmy kolację pod gwieździstym niebem i ciszy i spokoju, dostałam piękne róże i złotą bransoletkę z kryształkami. 
- Justin, nie mogę tego przyjąć. 
- Możesz skarbie i musisz. - pocałował mnie w miejsce, gdzie zawisła bransoletka. 
- Dlaczego kupujesz mi takie prezenty, wiesz, że tego nie potrzebuję. 
- Bo mogę. - puścił mi oczko. 
- Cytujesz *Grey'a? - podniosłam brew. 
- Można tak powiedzieć, ale nie mam tak pojebanych fantazji seksualnych. - zaśmiał się. 
- O tym doskonale wiem Panie Grey. 
- Och, Ano, czy Pani sobie ze mnie drwi? 
- Jakże bym śmiała proszę Pana. 
- Mam coś jeszcze. - wstał z miejsca naprzeciwko mnie. 
- Justin...
Patrzyłam jak do mnie podchodzi i klęka na jedno kolano. O kurwa!
- Długo się na to zbierałem, ale chyba nie ma lepszego momentu niż walentynki, tym bardziej, że właśnie tak sobie wymarzyłaś ten moment, a więc.. Roni Bein wyjdziesz za mnie? - spojrzał na mnie i wyciągnął piękny pierścionek z wielkim brylantem. 
- Ja pierdole. - rzuciłam cicho, że tylko on to usłyszał i się zaśmiał. - Jasne, że tak. - rzuciłam się na niego i pocałowałam namiętnie. 
Ludzie którzy siedzieli przy stolikach i bacznie nas obserwowali, w momencie zaczęli głośno klaskać i wiwatować. Nigdy wcześniej niczego takiego nie czułam. To niesamowite. 
- Kocham cię. - powiedział po założeniu mi pierścionka, prosto do ucha. 
- Ja ciebie też. - odparłam, a z moich oczu poleciały łzy szczęścia. 
- Nie płacz. - zaśmiał się po raz kolejny i wytarł łzy z moich policzków. 
- Muszę. - śmiałam się. - To chyba najlepszy dzień mojego życia..- ponownie go pocałowałam. 

Uśmiechnęłam się sama do siebie na to wspomnienie. Pewnie uważacie, że można było się tego spodziewać, że to nudne, bla bla bla, ale ja uważam, że to najlepsza rzecz jaka do tej pory spotkała mnie w życiu. Mimo, że nieraz jest ciężko to jakoś dajemy radę. Z tego co wam opowiedziałam, pewnie wnioskujecie, że Justin jest dla mnie zły i zachowuje się jak starzec. Fakt, nieraz tak jest, ale kiedy się nie kłócimy, jest fantastycznie. Moje rozmyślenia przerwał Justin który schodził po schodach, wciągają białą bluzkę na krótki rękawa przed głowę. Spojrzałam na niego, a on pokręcił głową niezadowolony. Podszedł do mnie i usiadł przy moich nagich nogach. Położył na jednej dłoń i jeszcze raz na mnie popatrzył.
- Wciąż jesteś zła? - spytał.
- A jak myślisz, że przez 15 minut o tym zapomniałam?
- Miałem taką nadzieję. - przejechał ręką po moim kolanie i zaczął kierować ją ku górze. - No nie bądź na mnie zła, przepraszam okej?
Nie odpowiedziałam mu, tylko spojrzałam na niego wzrokiem typu 'Bitch please', a on się zaśmiał.
- Więc księżniczka będzie teraz cały dzień na mnie obrażona tak? - palcem zahaczył o pasek moich stringów "niechcący". 
- Jest taka opcja. - odpowiedziałam już z lepszym humorem. Jezu! ja się nie umiem na niego długo złościć, a powinnam, prawda? Jasne, że prawda. Oj Roni, Roni.
- Ja mam jeszcze lepszą opcję. - nachylił się nade mną tak, że wisiał nade mną, twarzą w twarz.
- Nie trudno zgadnąć jaką. - zaśmiałaś się, a moja ręka spoczęła na jego szyi.
- Jak ty dobrze mnie znasz. - złożył pocałunek na mojej szczęce, a następny na czyi. Tak, doskonale wiedział który to mój czuły punkt.
- Mogę powiedzieć to samo chamie. - palcami przejechałam po jego włosach.
- Chamie? - oderwał się od mojej szyi i spojrzał na mnie rozbawiony. - Zaraz mogę Ci pokazać jakimś chamem potrafię być skarbie. - ścisnął moja pierś.
- Nie pierdol, tylko bierz się do roboty. - wyszeptałam mu do ucha.
Justin nie czekał długo. Ponownie przyssał się do mojej szyi, zostawiając na niej mokre ślady. Lewą ręką mocniej ścisnął pierś, a prawą włożył pod koszulkę. Westchnęłam cicho, kiedy kciukiem zaczął pieścić sutek, a pocałunkami zaczął schodzić niżej. W jednej chwili, szybkim ruchem, zdjął ze mnie koszulkę, a jego oczom ukazały się, w całej okazałości, moje cycki.
- To najprzyjemniejszy widok na Świecie. - rzucił ochryple.
- Nimfoman.
Nie odpowiadając mi, dopadł się do moich piersi. Kciukiem pieścił jeden sutek a drugi językiem, lekko go podgryzając. Och tak!  Pociągnęłam go za włosy, a on już wiedział, że jestem gotowa. Miał już zdejmować moje majtki, ale w tym czasie zadzwonił mi telefon.
- Kurwa, w takim momencie. - powiedział Justin.
- Pewnie mama. - odparłam i wyszłam spod Justin'a, po czym podeszłam do kuchennego blatu i odebrałam. Zgadłam, mama.
- Halo? - zaczęłam pierwsza.
- Cześć skarbie, to kiedy będziecie, bo już wstawiłam ziemniaki. 
- Już? - odetchnęłam głośno. - Dobra mamuś, to będziemy niedługo. 
- A coś ty taka zdziwiona, Justin Ci nie mówił, że dzwoniłam i was zapraszałam? - zapytała.
- Mówił, ale nie myślałam, że tak szybko. Kończę, bo muszę się jeszcze ogarnąć. Buźka. - rzuciłam i nie czekając, aż mama mi odpowie, rozłączyłam się.
Położyłam telefon na poprzednim miejscu i spojrzałam na Justin'a, dopiero po jego palącym wzroku, zdałam sobie sprawę, ze stoję w samych stringach. Pokazałam mu Fuck you i się zaśmiałam.
- Idę pod prysznic i jedziemy. - powiedziałam i ruszyłam na górę.

Nie minęło pół godziny, a my już staliśmy przed domem moich rodziców. Wysiedliśmy z auta i skierowaliśmy się do drzwi. Weszliśmy bez pukania, po czym zdjęliśmy buty.
- Cześć wszystkim. - krzyknęłam witając się.
- Och! Cześć, wchodźcie. - odpowiedziała mama podchodząc do nas i całując w policzek. - Justin, a specjalnie dla ciebie zrobiłam kurczaka w miodzie. - dodała Hannah, bo tak ma na imię moja mama.
- Pani wie co dobre. - uśmiechnął się do niej Justin.
- Skarbie, skończ z tą Panią, mówiłam Ci już żebyś mówił do mnie po imieniu, tak samo jak do Tony'ego - mówiła kobieta nakładając kurczaka w szklaną miskę.
- Jak sobie życzysz Hannah. - skinął głową.
- O cześć! - przywitał się tata wchodzący do kuchni. - Cześć córciu. - przytulił mnie. - Justin jak zwykle świetnie wyglądasz, zdradź staremu jak ty to robisz. - zaśmiał się i podał rękę z moim narzeczonym.
- Ćwiczenia Tony, to jest podstawa. - odpowiedział Justin.
- Już nie wnikam o jakie ćwiczenia chodzi, ale jakoś dajemy radę z tatą. - powiedziała mama, a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Ej, ale bez takich, proszę was. - dodałam, a wszyscy się zaśmiali.
Chwilę jeszcze pogadaliśmy i usiedliśmy do stołu. Na początku była cisza, każdy jadł w spokoju, ale po pewnym czasie, mój gadatliwy tatuś nie mógł wysiedzieć cicho.
- I jak, myślicie już coś gdzie i jak ma wyglądać ślub? - zapytał, wkładając sobie ziemniaka do buzi. Słodko tato.
- Nie śpieszymy się. - odpowiedziałam.
- Dokładnie, tak na prawdę to jeszcze nie usiedliśmy i o tym normalnie nie pogadaliśmy, bo teraz jest lekko napięty grafik. Za 4 miesiące wydaję nową płytę, dużo czasu spędzam w studiu, a Roni często jeździ na uczelnię.
- Rozumiem, ślub może poczekać, ważne żebyście wszystko swoje sprawy najpierw pozałatwiali. -
uśmiechnął się Tony.
- I czekamy na wnuki. - dodała mama.
- Mamo.. - przewróciłam oczami.
- No co? Nic wam nie narzucam, ale Justin jest już w takim wieku, że powinien mieć normalną rodzinę.
- Idziemy w dobrym kierunku. - powiedziałam.
- I będziemy mięli na uwadze to co powiedziałaś. - zaśmiał się Justin w stronę mojej matki.
- Tylko na to czekam, już się nie mogę doczekać jak mały szkrab będzie przychodził do nas. - mówiła Hannah.
- Możesz już przestać? - spojrzałam na nią.
- Dlaczego? - zapytał tata.
- Bo już od paru miesięcy gadacie o dziecku i, że Justin powinien je mieć, ale ja też mam tu chyba coś to
powiedzenia i jak na razie nie uważam żebym była wystarczająco dojrzała żeby je mieć. Może za rok, a może za 5 lat nie wiem.
- Roni..- zerknął na mnie Justin.
- Nie, powiedzmy sobie szczerze. Ty. - pokazałam na Justin'a. - Mógłbyś mieć już dziecko, ale sam mówisz, że jeszcze nie jesteś gotów i ja sądzę to samo o tobie jak i o sobie. Mam 23 lata, chcę z tego korzystać a nie siedzieć w pieluchach. Chcę mieć dzieci w przyszłości, ale poczekam z tym jeszcze.
- Ty poczekasz? - spytał mój narzeczony.
- Tak ja poczekam. - odparłam patrząc na niego.
- A jeśli będę chciał dziecko, za pół roku a ty nie?
- To sobie załatwisz surykatkę, skończmy już o tym gadkę. - zmarszczyłam lekko czoło.
No co za ludzie, a mama jak zwykle pierwsza się wychyla i pytam po chuj? Nie jej biznes. Teraz dopiero zaczyna się mój najlepszy czas, chcę mieć dzieci, ale nie teraz, ale ona nie może tego zrozumieć..


Przypisy: *Grey. - Książka "Pięćdziesiąt twarzy Grey'a". ~Cytaty z książki. 

20 komentarzy:

  1. Jeden rozdział a tyle emocji :D Cudowny! ♥ Zapraszam do mnie ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. ale cuuuudowny rozdział :D
    czcionka jest jak najbardziej okej :D
    i jestem za vlogiem <3 x

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny <3 Już się nie mogę doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zajebiste! <3
    JB

    OdpowiedzUsuń
  5. zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie sie zapowiada :) Mogłabyś mnie informować na tt o następnych rozdziałach? Z góry dziękuje :) @Stylesowaa

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger więcej tutaj : http://justinandcharlotte.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG. <3
    Dopiero pierwszy rozdział, a już się zakochałam. <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Boski *-* Dawaj nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Zajebisty *_*

    OdpowiedzUsuń
  11. Superr!! pisz nexta :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Oczywiście nie możemy zapomnieć o moim kochanym Chris'ie. Mówią, że jest typem kobieciarza, ale ja wiem, że tak nie jest. To dobry chłopak, ale po prostu szuka sobie odpowiedniej kobiety. Pewnie uważacie, że to dziwne iż przyjaźnie się z chłopakiem? Trudno, ja czuję się w jego towarzystwie wspaniale. Dużo ludzi sądzi, że Chris po prostu się we mnie kocha lub coś nas łączy. Otóż nie, kocham go jak brata i zawsze tak będzie, mam też pewność, że on czuje to samo. Znamy się od dziecka, ponieważ nasze mamy chodziły - Jeśli nikogo sobie nie znajdziemy to będziemy razem. Ale jak widać nie jesteśmy i na pewno nie - Szukaj aż znajdziesz synku, ale jak będzie pustą blondynką to wytlenie też te twoje czarne włosy, no bo jak można być z kimś takim? I wiecie co? Ma racje, na jej miejscu zrobiłabym to samo.
    będziemy. Ja mam swoją miłość, a on wciąż szuka, ale jak to mówi jego mama:
    razem do szkoły, a później razem pracowały. A my? Jako dzieci braliśmy ślub, później jako nastolatkowie:
    To świetna kobieta, jest chyba najszczerszą osobą na świecie. Ja się uważam za szczerą, nieraz aż do przesady, ale tej kobiety nikt nie przebije.

    jeszcze nie przeczytałam do końca, ale piszę puki nie zapomnę. Mogłabyś to poprawić? Bo wydaje mi się, że coś tu nie tak... Jeśli tak miało być, to zwracam honor :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak masz rację, już poprawiłam, raz już to robiłam, ale jak widać nie zapisało się :D

      Usuń
  13. Zajebisty ♥ ♥ ♥ X

    OdpowiedzUsuń