Obserwatorzy

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 2

Witam wszystkich  z tej strony Chris!  Jest to mój pierwszy blog tego typu i nie wiem, czy będę wystarczająco dobry, dlatego każdy miły komentarz znaczy dla mnie więcej niż 100 neutralnych <3... Doszły też zmiany w zakładce kontakt, byście wiedzieli więcej o nas, a dla stałych czytelniczek Verosiema, byście poznali mnie ;) Zachęcamy do komentowania, ponieważ na prawdę jest to dla nas ważne, im nas więcej tym weselej i wiemy, że ktoś czyta to co robimy. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba i na razie, miłego czytania! ♥
  • Napiszcie czy chcielibyście żebyśmy nagrali vloga!
  •  WYSTARCZY, ŻE NAPISZECIE "X"



Z perspektywy Chris'a



 Podszedł do mnie wysoki, wytatuowany brunet. Powiedział tylko cicho: "Kocham cię Chris". Potem nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Po chwili zadzwonił budzik. Koniec snu. Kolejny dziwny sen. Włączyłem mojego notbook'a na przegląd muzyczny i zobaczyłem następujące nagłówki : "KONIEC ZERRIE! Perrie odeszła od Zayn'a. Wyznała, że od miesiąca ma kochanka! WIĘCEJ TUTAJ --->", potem "TAYLOR SWIFT UZNANA ZA NAJGORSZĄ PIOSENKARKĘ ROKU!", a na końcu Newsów był tylko nieduży nagłówek, jednak wywołał on uśmiech na mojej twarzy "Ke$ha pracuje nad nową płytą? Kolejny hit, czy nowa porażka?". Poza Justinem, "narzeczonym" Roni, to Ke$ha jest jedyna sławą jaką znam. I muszę przyznać, że równa z niej laska. Poznaliśmy się niecały rok temu w klubie. Podbijała do mnie dziewczyna, tak na oko z 17 lat, to kazałem jej się ogarnąć. Jeszcze się uczy, to niech się za naukę weźmie, a nie po klubach lata w środku tygodnia, i nagabuje nieznanych facetów, na loda w kiblu. No bez jaj. Po spławieniu małolaty zamówiłem tequilę. Obok usłyszałem damski głos proszący to samo. To była ona. KE$HA! Wtedy tego nie wiedziałem. Pogadaliśmy, powiedziałem jej, że jestem perkusistą, a ona, że piosenkarką. Pośmialiśmy się, po obgadywaliśmy ludzi z branży. Było fajnie, wymieniliśmy się numerami i czasem chodzimy do klubów. Po przeglądzie wypiłem tylko kawę i poszedłem potrenować. Wsiadłem na mój rower stacjonarny, a potem brzuszki. I ma się ten wygląd. Standardowo potem prysznic, a następnie pograłem sobie, by nie wyjść z wprawy. Gdy sobie grałem dostałem sms'a od Ronie. Czego może chcieć? Odczytałem: Wpadaj moja dziwko :*. Odpisałem: Jaha mój alfonsie. zawsze tak ze sobą gadamy. Inni tego nie rozumieją, ważne, że my tak. Roni jest mi najbliższa. Jest moją siostrą, mimo, że nie łącza nas więzy krwi. Znamy się od małego. Gdyby było trzeba, byłbym pierwszą osobą jaka oddałaby za nią życie. I poza jej rodzicami, to chyba jedyną... Jesteśmy "tymi fajnymi", ale nie mamy dużo przyjaciół. Ja ze względu, że mam mało "męskie" zainteresowania i sram sarkazmem i ironią, ona, bo jest zbyt chamska i też sra sarkazmem. Na dodatek, jej zazdroszczą chłopaka. Ja nie mam dziewczyny by mi zazdrościli. Cóż trzeba się było do tej wariatki szykować. Wykapałem się ponownie, a potem ubrałem się w sportową elegancję. Gdy wychodziłem zaczepił mnie Hanz, Niemiec właściciel kamienicy. Był miłym facetem koło 50, miał żonę Helgę. Obydwoje emigranci.
sen w ciągu mojego samotnego życia. Ranek jak każdy inny. Życie tutaj na obrzeżach L.A. jest inne niż w Hollywood. Mieszkam sobie w małej kawalerce, w jednej ze starszych już kamieniczek na obrzeżach. Znowu wylali mnie z roboty. Ale to zdarza się notorycznie, bo jestem "niezdyscyplinowany". Wziąłem
mojego notbook'a i włączyłem przegląd muzyczny. Od razu wyskoczyły mi krzykliwe napisy. Jeden był dziś olbrzymi "
-Chris, wiem, że Cię znowu wylali...
-Skąd? - uznałem, że taktyka "nic nie wiem, nic nie widziałem i nic nie słyszałem" będzie najlepsza.
-Wracałeś wczoraj o 4 nad ranem, z tym, że byłeś na ostrej bombie i pobudziłeś wszystkich lokatorów. Oczywiście poza Helgą. Nie wiem, jak ta kobieta może tak twardo spać. Jej by nawet nalot bombowy nie obudził... Ale zbiegamy od tematu. Zalegasz mi z czynszem za ten miesiąc. Ale jesteś mądra głowa, masz talent, ale krnąbrna cholera  Ciebie. Mam propozycję, nie do odrzucenia... Możesz nie płacić mi jeszcze 2 miesiące, ale masz tydzień na znalezienie roboty, z której nie zwolnią Cię, po kilku dniach. Plus, za 2 miesiące mam widzieć cały zaległy czynsz i masz już od tego momentu płacić regularnie. Jasne?
-Natürlich! - rzuciłem tylko po niemiecku i uciekłem. Równy z niego koleś, ale wiem, że wkurza go, gdy ktoś mówi po niemiecku, bez akcentu. Nie rozumiem Niemców, tylko kiełbasę jedzą, słuchają lipnej muzyki, dziewczyny maja szkaradne, a język... Co najmniej powiedziane, że brzmiący jak piła mechaniczna... Do Roni dojechałem w godzinkę. Wszedłem do ich "przytulnych, czterech kątów". Te cztery to raczej razy sto. Anyway... Roni siedziała w kuchni pijąc sobie kawkę. Znowu miała "ten" humor. Musiała być wczoraj u rodziców, powrócił temat dzieci, a potem Justin ją pół nocy katował fochem, że ONA NIE CHCE
RODZIĆ, JAK ON BĘDZIE MIAŁ OCHOTĘ NA DZIECKO. Nic do niego nie mam, nawet go lubię, ale myślę, że im nie wyjdzie. Życie. On nie jest dojrzały, a Roni jest potrzebny facet z jajem, który da jej bezpieczne życie, ale gdy będą docierali do granicy rutyny, zrobi coś szalenie szalonego.
-Siadaj lala..- rzuciła tylko.
-Też cię kocham i ciesze się na twój widok. I wiem, że ty tez już wiesz, że znowu mnie wylali - wysiliłem się na gardłowy śmiech - Roni znowu ten sen...
-Chris, czy to jakiś problem? - spytała.
-Tak...-powiedziałem po chwili namysłu.
-Może jesteś biseksualny? Sam mi mówiłeś, że dziewczyny nie kręcą Cię tak bardzo, że nie potrafisz, tego określić, ale czujesz ten pociąg do mężczyzn...
-NIE JESTEM BISKESEM! Rozumiesz, że nawet jeśli - to to oznacza kosę pod żebro w mojej dzielnicy. Nie każdy ma słodkie i beztroskie życie z gwiazdą.
-Spokojnie...-przytuliła mnie- Nie maż się, ani nie wściekaj, bo już mi jeden z fochem wystarczy. Chcę tylko byś był szczęśliwy, a wiem doskonale, że biseksualiści są normalnymi ludźmi.
-Zamknij ta śmierdząca japę i zrób mi kanapkę - dałem jej całusa w czoło. Nawet jeśli "NIBY" jestem biseksualny to nie chce taki być. Być inny niż reszta. Oznacza to śmierć w biednych dzielnicach. A mi się nie spieszy na tamten świat... Jestem hetero, muszę pamiętać o tym. Dziś też jakąś laskę zaliczę, by nie myśleć o tym co gada Roni. Ona żyje za wygodnie, nie wie jak to jest tam... Po chwili usłyszeliśmy chrobot zamka. O Justin wraca. Musze się pierwszy z nim przywitać, bo się wkurzy. Ten koleś jest zazdrosny bardzo, nawet o mnie. Ale to ich biznes.
-Hej Justin! Wiem, że się cieszysz, że siedzę z Twoja dziewczyną hehehehe!-śmiałem się, bo już z tej sytuacji miałem bekę.
-Witaj Chris -powiedział z radością w głosie- ale nawet dobrze, że jesteś. Mam 3 dodatkowe zaproszenia na Galę. Oczywiście jedno dla mojej przepięknej narzeczonej - puścił oczko do Roni- a pozostałe... generalnie jest dla Ciebie, bo Roni mnie o to prosiła. A co tam u ciebie, masz z kim iść?
-Generalnie to okej... Wiesz co, nie....
-No to fajnie się składa, bo wiesz mam taka modelkę Kendall, będzie występowała w moim następnym teledysku i w twoim chyba typie jest... - puścił mi oczko
-Może jest...
-No ale chcesz z nią iść?
-No oki, byleby to nie był jakiś pasztet.
-Nie jest! Tylko Roni jest od niej ładniejsza! No to jutro u nas będzie czekała. Fajna dziewczyna, myślę, że się dogadacie.
Rzygać mi się chciało od tej słodyczy i jeszcze jej kupił 1824 róż. Ponieważ tyle dni się znali. nawet nie, że byli para. 1824 dni temu się poznali... Trochę żałosny, że po takich akcjach robi te "cukiereczki", ale grunt, że między nami jest dobrze. Nawet się lubimy. Chyba, że są po kłótni z Roni. Wtedy mnie po prostu nie trawi. I dobrze. Zebrałem się od nich i pojechałem szykować się do klubu. Szybko się wyszykowałem i pojechałem na 20.30. Klub już żył. Tutaj pracują prawie całą dobę. Wszedłem do środka. Trochę potańczyłem. Pomogłem Dj, bo słaby był i fajnie było. Dopóki nie odbyła się akcja pod barem. Poszedłem zamówić sobie drinka, i podbija do mnie stara ropucha. Z twarzy po 40...?
-Hej słodziutki... chcesz się zabawić? - prawie bełkotała, już pijana.
-Nie... słuchaj kobieto jesteś żałosna, zbieraj się stąd, wytrzeźwiej, znajdź pracę, zacznij dogadywać się z dziećmi, nie wiem, zapisz się do szkółki niedzielnej i świeć kurwa przykładem, a nie robisz z siebie starą kurwę w klubach dla młodych.
-Cooo? - wybełkotała i beknęła mi w twarz.
-Ty masz już chyba dosyć. Zostaw mojego chłopaka starucho...- powiedział wysoki blondyn. Odepchnął ja lekko i mnie przytulił. Na ucho wyszeptał mi, że to inscenizacja. Że ona narzuca się wszystkim facetom i tylko jeśli "masz chłopaka, masz spokój".
-Ale ja nie jestem gejem...- wyszeptałem. Jednak, gdy blondyn mnie pocałował, miałem jeden z największych wzwodów, jakie miałem w życiu. Zacząłem marzyć o nim... o jego ciele... zacząłem ja go chętniej całować... CO JA ROBIĘ?! NIE POCIĄGAJĄ MNIE NAWET W 1% FACECI! JESTEM HETERO! Odepchnąłem go lekko.
-Słuchaj całujesz lepiej niż mój były chłopak. Jestem biseksualny. Spoko nic się nie stało. Podobało Ci się prawda?
-Nie - skłamałem, wypiłem szybko drinka i wyszedłem.
Gdy wróciłem do domu padłem tylko na łóżko. Nie mogłem spać cała noc. Co się ze mną dzieje... Minęła 6, rozpoczął się ruch na ulicach, minęła 7... 8.... Dostałem SMS od mamy: Hej Synek! Przyjdź szybko, mam pewien problem, o jakim muszę z Tobą pogadać. Mam ciasto... Było się trzeba zwlec. najpierw kąpiel, potem ubrałem się i pojechałem do niej. Jak zwykle mama była ubrana w swój strój pokojówki. Moi rodzice nie są bogaci, nawet dosyć biedni... Mama jest pokojówką w domu jakichś bogaczy,a tata felietonistą w gazecie. Jego pasja jest pisanie, jej muzyka, ale nigdy im nic z tego nie wyszło. Usiadłem w kuchni, gdzie bawiła się moja młodsza siostrzyczka Juana. Zapomniałem powiedzieć, że mama jest Argentynką.
-Co tam młoda? Jak w szkole?
-Dobrze, mam wysoka średnią, a na dodatek pan Wilson powiedział, że mam wrodzony talent aktorski. Dostaję same pierwszoplanowe role. Oooo i zrobiłam dla Ciebie laurkę! - podskoczyła i podała mi malutki rysunek. Obok całkiem ładnej dziewczynki, stał wysoki, nieprzeciętnie zbudowany facet, ubrany jak superbohater. Po chwili do pokoju weszła mama.
-Jesteś Chris! Ciasto jest w lodówce. Czekoladowe, twoje ulubione - powiedziała i mnie przytuliła, po czym włączyła żelazko i zaczęła prasować ubrania. Całe sterty...
-Mamo, co ty robisz? Prasujesz dla szpitala ubrania?
-Nie, ale wiesz, że Masza, druga pokojówka została deportowana z powrotem do Rosji, a oni znaleźli Oksanę. Miłe dziewczę, ale za grosz nic nie potrafi zrobić. Choć nieźle gotuje. Słabo też po angielsku mówi, ale dobrze, że mnie stara poczciwa Masza trochę po rosyjsku nauczyła, to się w podstawowych sprawach z
tą nową dogaduję. A u Ciebie synek?
-Justin zabiera Roni na Grammy i idę z nimi, i z taką Kendall...
-Czy to miła dziewczyna?
-Nie wiem...
-A ładna?
-Nie wiem...
-To co ty synu wiesz!
-Niewiele...
-Oj, zmarkotniałeś mi! A teraz jedz już to ciasto.
Usiadłem i zacząłem jeść ciasto, mama opowiadała mi o pracy, potem siostrzyczka o szkole. Było miło, na chwilę się oderwałem od tej szarugi, jednak wróciłem do siebie, i powróciły wspomnienia z poprzedniej nocy. 14... 15... SMS od Roni: Szykuj się, za dwie godziny u nas! Wstałem, wziąłem prysznic i ubrałem się. Nie w smoking czy garniak, tylko jak ja lubię. Vansy, do tego czarne rurki. Na górę biała koszulka, i na nią czerwona koszula. Nie było szałowo. Normalnie. Przecież ja też jestem normalny... No nic. Wsiadłem do taksówki i pojechałem do Rostin (Zlepek Roni  i Justin. Taki sam jak mają wszystkie sławne pary). Pamiętam pierwsze nagłówki z Roni. Czy Justin ma kolejna wybrankę? KIM JEST TAJEMNICZA MIŁOŚĆ JUSTINA?! Kobieta Justina przyłapana podczas joggingu!  No cóż... cena bycia NARZECZONĄ SŁAWY! Zastukałem do drzwi. Moje serce, które powinno się cieszyć, że jedziemy na rozdanie Grammy, pękało jednak ze smutku... Kim jestem? Czemu mogę być inny od innych? Czy jestem gorszy? NIE CHRIS! Nie zapominaj, że życie nauczyło Cie tego, że Ci którzy siedzą biernie w miejscu i płaczą dostają kopa w dupę najmocniej od losu. Skryj te bzdetne pytania pod maska swojego sarkazmu . drzwi otworzyła mi Roni. Wyglądała nieziemsko...
-No, no, no! Gdzie piękności pożarłaś mojego pasztecika Roni Bien?!
-Stuknij się w łeb, wariacie! - ucałowała mnie w policzek po przyjacielsku - Coś tak mało galowo wyglądasz...
-Jestem muzykiem, nie celebrytą. Ja idę tam by rozmawiać o mojej miłości. Inni by błyszczeć w świetle fleszy.
Po chwili ruszyliśmy limuzyną wraz z Kendall, dziewczyna jaką przyprowadził mi Justin. Jazda długa może nie była, jednak, już kilka przecznic od samej gali trwało piekło. Wszędzie reporterzy, fani, pomniejsze gwiazdy starające się wybić. Wyglądało to jak cyrkowe przedstawienie. Gdy zajechaliśmy wysiedliśmy po kolei na czerwony dywan. Najpierw Justin. Oczywiście najpierw machanie, potem podał Roni rękę, by wysiadła z klasą. Zdziwiło mnie, bo wzbudziła ona więcej entuzjazmu niż on... Potem skromnie wysiadłem ja. Może nie zostałem obfotografowany tak bardzo, ale kilku paparazzi pstryknęło mi sporo zdjęć... Niby czemu, tylko dlatego, że jestem na gali? Z ważnego muzycznego święta zrobiono pożywkę dla brukowców. No nic. Weszliśmy do amfiteatru, gdzie trwała uroczystość. Wszędzie motywy muzyczne i eco. No tak ECO znaczy cool. Szkoda, że większość osób zasiadających na tej sali jeździ hammerami, które palą mnóstwo szkodliwej dla środowiska benzyny. No, ale Ecool. Co trendy musi być na tej sali. Mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie... No to się Justin nieźle postarał. Po mojej lewej usiadła Kendall, a ja trzymałem ją za rękę. Była taka śliczna.... Po chwili obok nas usiadł jakiś zespół. Po mojej prawej jakiś śniady brunet, potem chłopak w lokach, blondyn i dwóch szatynów. Kątem oka wyłapałem, że koleś obok mnie jest ubrany w identyczny strój tylko z odwrócona kolorystyką. gdzie ja czarne, on białe, gdzie ja białe on czarne.
Gala rozpoczęła się. Najpierw kilka przemówień pod publikę, potem nagroda dla najlepszej piosenkarki roku - Cher Lloyd. Następną dostał... JUSTIN TIMBERLAKE! Wszyscy byli szczęśliwi... no poza konkurencją. a Roni... pękała z dumy, nawet poleciały jej łzy. Justin wszedł na scenę. Z jego twarzy promieniała duma i radość. Po wkroczeniu i odebraniu nagrody stanął przodem do publiki, wziął mikrofon w rękę i zaśpiewał jeden  najpiękniejszych utworów. "Lovin You" poleciało ze wszystkich głośników. Piosenkę zadedykował Roni. Szlochała... tak bardzo...
-Justin chciałbyś coś powiedzieć?
-Tak, pragnę podziękować wszystkim. W szczególności Roni mojej narzeczonej, która wkrótce zostanie moją żoną. Z którą założę rodzinę. Chcę podziękować mojemu menadżerowi, moim chórkom. Naprawdę ta nagroda to wielkie wyróżnienie. czuję się niezwykle podekscytowany, ale i dumny. Jednym słowem: Dziękuję!
-Nie masz komu dziękować, to Twój osobisty sukces...
-Wiem, ale tyle osób, tak wiele dla mnie zrobiło... Roni proszę przyjdź do mnie...
Roni weszła na scenę i przytuliła Jus'a. Wszyscy bili brawo, na stojąco. W powietrzu było tyle miłości. Aż miało się ochotę kogoś przytulić. Spojrzałem na Kendall. Przytuliliśmy się, a ona była tak ciepła... Po chwili było przyznawanie nagród dla najlepszego zespołu roku...
-DZIŚ WYGRYWA ONE DIRECTION! Chłopaki zapraszam na scenę po nagrodę! - krzyczała do
mikrofonu Madonna, tego roczna prowadząca. Grupka obok mnie podniosła się i weszła na scenę.
-Chcielibyśmy podziękować wszystkim za tą nagrodę. Gramy nie dla nas, lecz dla naszych fanów. To, że jesteśmy dziś tutaj jest zasługą losu. Że jurorzy wpadli na pomysł połączenia nas. Kto wie czy jeszcze kiedyś odbierzemy kolejną grammy, ale na pewno będziemy dalej grać.
Po tym zaśpiewali ich najnowszy kawałek - Best Song Ever. Otrzymali owacje na stojąco. Następna nagrodę dla najlepszego zespołu damskiego dała wraz z Madonną Roni. Otrzymały ją jakieś Little Mix czy Fix. Nie słyszałem dobrze, bo było to krótkie, na dodatek gratulowałem Justinowi nagrody.
-No nieźle Jus, teraz masz kolejną statuetkę do kolekcji. Już wszyscy czekają na nową płytę. może za rok znowu wygrasz? - śmiałem się i mu gratulowałem.
-No - też się zaśmiał - mam tylko nadzieję, że Roni dalej będzie tak cudowna... - rozmarzył się i spojrzał na swoją narzeczoną schodzącą ze sceny.
Roni usiadła obok mnie (zamieniła się z Kendall, która gawędziła z Justinem o jego teledysku nowym, w którym ma wystąpić) i oglądała dalej rozdanie nagród.
-Hej Roni...
-Hej, czego chcesz Chris?
-Jesteś dumna z Jus'a, to widać.
-A dlaczego miałabym nie być?
-Nie, nic. Już nawet irytacja o dzieci Ci przeszła....
-Nie niszcz mi humoru - uśmiechnęła się blado.
-Oki, zaraz bankiet, chyba Jus udzieli wywiadu, nie?
-Udzieli go z nami - pogłaskała mnie po ramieniu.
Zapaliły się światła i wszyscy zaczęli iść do sali obok, gdzie zaczyna się najwystawniejszy bankiet w całym L.A.
Szedłem wraz z Roni i Justinem o raz Kendall. Nagle zaczepił nas reporter.
-Panie Timberlake, jestem Mike Flannangan z gazety The Sun. czy udzieli mi pan wywiadu, wraz z narzeczoną.
-Oczywiście, jeżeli nie macie nic przeciwko? - odpowiedział Justin i spojrzał na Roni, i na mnie idącego za rękę z Kendall.
-Nie, damy ten jeden wywiad, a potem będziemy się bawić - uśmiechnęła się Roni.
Usiedliśmy na wielkich czerwonych kanapach, przeznaczonych do tego celu. Mężczyzna zrobił kilka zdjęć Jus'owi ze statuetką, potem przytulającego Roni.
-A więc, czy byłeś zdziwiony, że wygrałeś?
-Szczerze, to tak - uśmiechnął się tajemniczo Justin.
-No to nic dziwnego - puścił mu oczko Mike i wybuchnął śmiechem - no, ale bardziej od Ciebie interesuje nas Twoja narzeczona...
-Roni? - spytał Justin zdziwiony
-Ja? - odparła ze zdziwieniem
-No tak... No to cy prawda jest to, że przyjaźnisz się z Jennifer Lopez?
-Nie, znamy się i lubimy, ale ona nie jest moją przyjaciółką. Ja mam mało przyjaciół, a najlepszym jest chris.
-W takim razie kim jest Chris?
-To ja... - zamachałem mu ręką.
-Ooooo jaka sensacja!  Powiedz Chris kim jesteś?!
-No nikim ważnym, bezrobotnym perkusistą...
-Ekscytujące! Młoda gwiazda! Odkryta przez samego Timberlake'a!
-Oczywiście, właśnie szukamy dla Chris'a zespołu.. -skłamał Jus.
-Na nas już pora Jus... - powiedziała cicho Roni.
-No to dziękujemy panu, panie yyyy.... Mike! - powiedział Justin i podał mu rękę.
-Ja też - powiedział bardzo szczęśliwy dziennikarz. co mu do kurwy nędzy chodzi po głowie. już widzę, że nieźle nas obsmaruje. jedyną osobą, jakiej nie był ciekawy była biedna Kendall.
-Justin czemu skłamałeś?
-Dziennikarze to idioci, zawsze coś pokręcą. I by wyszło, że werbuje młode talenty, by je marnować. Wiesz takie głupoty. Przepraszam was, muszę zadzwonić, do Mandy.
Justin odszedł od nas i wykonał telefon. Zapalił, chyba się denerwował. Roni już patrzyła na niego zmartwiona.
-Kim jest Mandy? -  spytałem się jej, gdy Kendall poszła pogadać z jakąś swoją znana znajomą.
-Jego nowa menadżerka. Uratowała mu sytuacje z ostatnią piosenką i w goóle. wiesz stała się mu bliska jak siostra. Jak ty mi... - powiedziała i przytuliła mnie Roni.
-Weź, nie rób siary, bo pomyślą, że zdradzasz Justin'a, a mi się nie marzy być obsmarowanym w gazecie. Podochodziliśmy chwile i pogadaliśmy, Veronica poznała mnie jeszcze z dziewczynami z little Mix. Wtedy podszedł do nas jeden z chłopaków z One Direction. Ten Blondyn.
-Hej jestem Niall. Jak tam dziewczyny, najlepszy zespole?
-A świetnie Horanku - uśmiechnęła się Perrie
-To super, idziecie z nami na imprezę do klubu?
-No jasne, tu jest drętwo...
-A wy? - spojrzał na nas blondyn.
-Jasne - odparłem. W końcu dobra zabawa, a nie spinanie dupy, przed fotoreporterami.
-No nie wiem... wiesz Justin może nie chcieć...
W tym momencie podszedł do nas Justin i odciągnął na bok Roni. Podeszła do mnie Kendall i wzięła mnie za rękę, to było takie miłe... Jednak przyjrzałem się twarzy Roni, było jej smutno. Po chwili wróciła do nas, a Jus biegł w przeciwnym kierunku, tylko krótko nam zamachał.
-I co? - spytał się Horan
-Nic, mogę jechać z wami...
-To super - powiedział i ją przytulił po przyjacielsku.
-Ej kicia, co się stało? - spytałem się jej.
-No Justin, wiesz, wywiady i praca i te sprawy, i Mandy go wezwała, bo maja jakieś zjebanie przy nagrywaniu i trzeba nagrywać od nowa, nowy singiel, ma być przebojem i wiesz...
-Dobra nie myśl o tym. Zabawisz się z nami. Weź Kendall i ogarnijcie się w damskiej, a ja popilnuje drzwi. A potem do klubu, schlejemy się drogą whisky...

12 komentarzy:

  1. Jezu *_* Dominik: jesteś cudowny!!! To pierwszy blog jaki czytam i jednym z administratorów jest chłopak. Ale muszę ci powiedzieć, że masz talent i to wielki. I nie piszę tego dlatego, że prosiłeś o miłe komentarze tylko dlatego, że na serio masz talent i mnie.pozytywnie zaskoczyłeś. Verosiema ma szczęście, że ma takiego partnera w pisaniu :) pozdrawiam i czekam na nexta od Very ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. A! Zapomniałam! Xxxxxxxxxx dużo vlogów xxxxxxxx :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No no no. Na początku tylko nie wiedziałam o co chodzi ale przeczytałam drugi raz i zrozumiałam. A później było coraz lepiej i lepiej. Naprawdę bardzo mi się rozdział podobał. Kurde, ten komentarz wyszedł jakiś taki poważny. Następny postaram się bardziej na luzie ;P Życzę weny ;* I oczywiście chcemy duuużo vlogów *o*
    ~ Smigol C;

    OdpowiedzUsuń
  4. *-*awww. cudowny *-* czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Całkiem nieźle :D Trochę poleciałeś z akcją, ale nie pogubiłam się, na szczęście ;p Tylko wiesz, zwolnij trochę kolego, nie wszystko na raz i będzie dobrze :3 Ogólnie był zajebisty *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! czekam na więcej akcji ze strony 1D :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Super
    kiedy następny rozdział
    ?
    zapraszam do mnie także pisze
    dopiero zaczynam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo, ponieważ Verosiema właśnie wróciła z Edynburga i zaraz zacznie pisać ;)

      Usuń
  8. super! XD dawajcie vloga!!!!!!!!!!!!!!
    JB

    OdpowiedzUsuń
  9. Nismowiaty blog ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. x <3 na nic innego nie określa moich słów na to co przeczytałam

    OdpowiedzUsuń